poniedziałek, 31 marca 2014

To Pinky jest i Mózg - transfer koloru z manicure na makijaż

Słodko, kolorowo jak ostatnio na paznokciach.
Róż, fiolet, pomarańcz, błękit, zieleń... wszystko na raz?
A co się będziemy ograniczać :)

Wiem, że jeśli chodzi o cerę, nie jest wszystko idealnie zakryte (przymknijcie proszę oko ;)). Jednak w stosunku do tego, ile jest do ukrycia, to i tak jest świetnie.
Jestem zachwycona CC od Bourjois, właśnie kupiłam kolejną tubkę. Planuję recenzję, gdy tylko obowiązki pozwolą.




Użyłam:
  • Podkład: Bourjois, 123 Perfect CC Cream, 31 Ivory
  • Puder: BU, Puder bambusowy
  • Puder Rozświetlający: L'Oreal, Lumi Magique,, 01
  • Cienie: Inglot, Sleek, Kobo, Avon
  • Tusz: Wibo, Growing Lashes 
  • Fioletowa kredka: Avon
  • Cielista kredka: Essence, Ready for Boarding LE
  • Paletka do brwi: Essence, Wild Thing LE
  • Pomadka ochronna: Avon

piątek, 28 marca 2014

To Pinky jest i Mózg!

Pewnie taki manicure wielu osobom nie przypadnie do gustu, ale czuję się z nim świetnie. 
Odrobina szaleństwa jest dobra na przemęczenie :)
Główną rolę gra tutaj kropkowa Delia - brudnoróżowa, żelkowa, bardzo przejrzysta baza z różnej wielkości glitterem (heksy): większe czerwone metaliczne, turkusowe holograficzne, mniejsze srebrne holograficzne i metaliczne granatowe oraz najmniejsze złociste i turkusowe holograficzne. Podoba mi się, ale te większe heksy musiała łowić i dokładać sondą, żeby wyglądało to bardziej regularnie, tak jak chciałam.

Lakier z GR to coś pomiędzy jasnym turkusem a miętą, na zdjęciach wyszedł zbyt jasno i zbyt niebiesko.

Eclair to nowy nabytek, który udało mi się wygrać w rozdaniu u http://believe-u-can.blogspot.com/
Te buteleczki są przeurocze *_* Jeszcze raz dziękuję!

zdj. z lampą pierścieniową

zdj. z lampą pierścieniową

zdj, w słońcu

zdj. pod żarówką



Użyłam:
  • Avon, Nailwear Pro+, Wandering Rose (wskazujący - 2 warstwy, środkowy - 1 warstwa)
  • Golden Rose, Rich Color, nr 44 (kciuk i mały - 2 warstwy)
  • Eclair, nr 31 (serdeczny - 2 warstwy)
  • Delia, Coral Prosilk, M02 - Kropki (po jednej warstwie na środkowym i serdecznym)
  • Sally Hansen, Diamond Flash, Fast Dry Top Coat

wtorek, 25 marca 2014

Paznokcie Arielki - woda, piasek i muszelki z Golden Rose

W tym mani połączyłam nowe i stare, czyli lakiery Golden Rose Color Riche nr 44 (2 warstwy) i kupiony już dawno dawno temu piasek Golden Rose Holiday nr 73 (1 warstwa). Solo pokazywałam go TU!
Miało być piaskowo, czyli w macie, ale ostatecznie musiałam położyć top, bo "kanapka" nie chciała wyschnąć.

Dodatkowo dołożyłam muszelki (kruszona barwiona muszla) na serdecznym palcu.
Wszystko zabezpieczyłam topem SH Insta Dri.

Mani trzymało się 3 dni, muszelki bez uszczerbku do końca (mimo prania i sprzątania), ale lakier zaczął odpryskiwać, więc zmyłam.
Zdjęcia pod lampą pierścieniowąnajbliższe rzeczywistości, w świetle dziennym wyszły zbyt delikatne, a kolor bazowy jest dość intensywny sam w sobie. Aparat zjadł też trochę zieleni.

Golden Rose 44
zdj. z lampą pierścieniową

Golden Rose 44
zdj. z lampą pierścieniową

Golden Rose 44
zdj. w świetle dziennym (pogodnie)


Golden Rose 44
zdj. w świetle dziennym (pogodnie)

Golden Rose 44
zdj. w świetle żarówki

paznokcie muszla


Golden Rose 44

niedziela, 23 marca 2014

JustIN - Dziewczyny piszczą!: Ingrid, JustIN 341

To moje pierwsze zetknięcie z serią lakierów Ingrid JustIn i od razu zaskakująco udane. Zwłaszcza jeżeli chodzi o vampowy odcień, inne wykończenie i dobre krycie.

Nr 341 to odcień pomiędzy brązem a bordo z masą złotych glassflecków, które na paznokciu niestety chowają się pod lakierem bazowym. Kryje po 2 warstwach. Pędzelek jest lekko spłaszczony, ale niekoniecznie dobrze wyprofilowany, musiałam poprawiać skórki. Warto go też potraktować topem, bo traci blask po wyschnięciu. Trwałość przeciętna. Zmyłam go po 3 dniu, bo miałam pierwsze odpryski.
Minusem jest dostępność, jeszcze nie natknęłam się na te lakiery stacjonarnie. Widzę je na stronie Producenta, ale w sklepie internetowym niestety nie. Jeżeli jesteście zainteresowane to polecam zaglądać do mniejszych drogerii z polskimi kosmetykami. Na pewno jeszcze poszukam innego koloru z tej serii dla siebie.

Nazwa nieodmiennie kojarzy mi się z Justinem Bieberem i piszczącymi nastolatkami :)

Cena/pojemność: 7ml/ok. 4zł
http://www.veronavpp.eu
FB


Światło dzienne (pogodny dzień):







Światło dzienne (chłodne):



Lampa błyskowa:


Lampa pierścieniowa:





środa, 5 marca 2014

Konsultacje makijażowe w Douglasie - czy warto?

Dzisiaj relacja z konsultacji makijażowych w Douglasie, czyli dużo tekstu, mało zdjęć i przepraszam, że zdjęcia "po" są trochę niewyraźne, ale zdjęć nie robiłam u siebie w domu i światło nie to :) Zaznaczę jeszcze, że na konsultacje szłam jako klientka, nie bloggerka.

Niedawno przy zakupach dostałam zaproszenie na wydarzenie: udział w warsztatach makijażowych organizowanych przez Douglasa w Galerii Twierdza w Zamościu. A że rzadko u nas cokolwiek się dzieje, chętnie umówiłam się na konkretną datę i godzinę. Dwukrotnie potwierdzano moje przybycie telefonicznie, co bardzo mi się spodobało. Niestety nie udało mi się dotrzeć na czas i ktoś zajął moje miejsce. W sumie z własnej winy nie dojechałam, więc nie mam żalu, a może jakaś Pani dzięki temu nauczyła się czegoś nowego.

Dzwoniłam wprawdzie, chcąc poinformować, że spóźnię się 10 minut, ale niestety  w ferworze przygotowań nikt nie odbierał. Zaproponowano mi więc konsultacje indywidualne, na co przystałam. Szczerze mówiąc na początku dość sceptycznie podeszłam do całej sprawy, ale postanowiłam być otwarta. Miałam nadzieję, że nauczę się czegoś nowego i wypróbuję nieznane produkty.

Na makijaż pojechałam umalowana bardzo delikatnie, bo wiedziałam, że i tak będziemy to zmywać: podkład, korektor, puder, róż, cień do brwi, tusz i pomadka.

mój minimalistyczny makijaż
 
Na początku zostałam zapytana jakim makijażem jestem zainteresowana. Nie miałam jakiś specyficznych wymagań, więc stanęło na makijażu odrobinę mocniejszym - wieczorowym dla osoby, która nie maluje się mocno na co dzień. Zdaję sobie sprawę, że makijaż ten mógłby spokojnie robić za dzienniaka u kogoś innego, znam osoby, które dużo mocniej malują się na dzień.

Miła Pani, a nawet dwie, zaprowadziły mnie na stanowisko do makijażu w głębi perfumerii - dobrze, że nie zostałam na widoku, bo pewnie czułabym się niezręcznie przy innych klientkach. Pokazano mi miejsce do zdjęcia i powieszenia płaszcza. Zaproponowano mi kawę/herbatę/sok/wodę, ale grzecznie podziękowałam. Powiedziałam, że sama chcę zmyć makijaż, bo miałam włożone soczewki, a nie miałam ze sobą pojemniczka. Do wyboru był płyn dwufazowy, mleczko i płyn micelarny. Oczy lekko przemyłam dwufazą i potem micelem. Twarz także zmyłam douglasowskim płynem micelarnym (dobrze i szybko zmył makijaż, pozostawiając twarz lekko stonizowaną, spodobał mi się nawet). Później dobrano mi krem dopasowany do rodzaju cery, który wizażystka podała mi na szpatułce. Plus za higienę! Potem przeszłyśmy do makijażu

Sam makijaż był w postaci tzw. lekcji makijażu, gdzie wizażystka pokazuje i podpowiada krok po kroku, co zrobić, a klientka sama się maluje. Wg mnie to bardzo dobry pomysł, zwłaszcza dla początkującej w makijażu osoby, bo co z tego, że ktoś wykonałby na nas idealny makijaż, jeśli nie potrafiłybyśmy tego powtórzyć w domu?

Na wstępie zaproponowano mi "technikę odwróconą", czyli makijaż oka przed makijażem cery ze względu na osypywanie cieni, a cienie osypywały się niemiłosiernie (Isadora, nr 62 Highlands). Technikę tę często stosuje się np. przy makijażu smoky. Pędzle przy mnie zostały zdezynfekowane (znów plus!). Cienie nakładałyśmy na bazę ArtDeco, za którą nie przepadam.
Makijażystka zastosowała rozświetlenie na ruchomej powiece i cieniowanie w tzw. banana w załamaniu. Technikę tę znałam już wcześniej, jest bardzo popularna, ale rzadko ją stosuję. Jeśli już to wychodzę wyżej niż w samo załamanie, bo przy lekko opadającej powiece 3/4 cieniowanie się po prostu "chowa". Postanowiłam się nie uprzedzać i próbowałam wykonać to samo na drugim oku.
Uskarżałam się na opadanie kącików: makijażystka pokazała mi jak wyciągać kreskę żeby je unieść wizualnie. Malowała kredką i rozcierała pędzelkiem, ja zrobiłam to samo po drugiej stronie.
Potem wytuszowałam rzęsy: podpowiedziano mi, żeby nie ocierać nadmiaru tuszu o szyjkę, a o chusteczkę. Ja zwykle nie wycieram szczoteczki o szyjkę i nie pompuję tuszu, ale dużo osób to robi, dlatego uważam, że to cenna wskazówka. Wizażystka podpowiedziała mi, żeby rzęsy w zewnętrznych kącikach wyciągać do zewnątrz, środkowe do góry, a dolne malować krótkimi pociągnięciami trzymając szczoteczkę pionowo, co okazało się dla mnie nieco trudne, bo narobiłam sobie placków pod dolnymi rzęsami. Rozświetliłam wewnętrzne kąciki jasnoróżową kredką Clinique Jumbo (mam podobną z YR normalnej wielkości i uwielbiam efekt, który daje). Podkreśliłam brwi: tutaj byłam nieugięta i brwi zrobiłam po swojemu

Potem już tylko oczyściłyśmy patyczkami kosmetycznymi skórę z osypanych cieni i naniosłyśmy kolejno podkład Clarins płaskim pędzlem (wklepany gąbeczką), korektor pod oczy Shiseido, puder Artdeco, bronzer, róż, cielistą konturówkę i szminkę NYX. I w drogę.

Mimo, że może nie wyszło mi idealnie symetrycznie, to makijaż mi się spodobał i możliwe, że powtórzę jeszcze takie cieniowanie w domu. Chociaż czasem ciężko pokonać przyzwyczajenia.

mój minimalistyczny makijaż

makijaż z lekcji makijażu w Douglasie

makijaż z lekcji makijażu w Douglasie

przed (mój makijaż) - po (makijaż z Douglasa)

Całe konsultacje trwały około 2 godziny. Poczułam się dopieszczona jako klientka. Nic nie było robione "na odwal się", poświęcono mi dużo czasu i uwagi. Wizażystka wydawała się być szczerze zainteresowana moimi problemami (związanymi np. z budową oka lub stanem cery), uważnie słuchała marudzenia, pytań i chętnie doradzała. Nie było nachalnego wciskania produktów. Na końcu dostałam karteczkę (składaną w harmonijkę mini książeczkę, tzw. beauty pass), na której mogłam zapisać sobie te, które mi się spodobały i które być może kupię. Dostałam też odlewkę kremu do twarzy w malutkim zakręcanym słoiczku.

Do minusów zaliczyłabym sztuczne światło, przy którym trudno było dobrać odcień podkładu oraz brak odpowiednio jasnych odcieni spośród mnogości podkładów z różnych półek cenowych. Pani na początku przyniosła Revlona CS, ale zużyłam już kilka dobrych butli tego podkładu i chciałam spróbować czegoś innego. Sporo się namęczyłyśmy, żeby znaleźć pasujący odcień o dość mocnym kryciu. Ale to bardziej minus asortymentu Douglasa, niż samej obsługi.

Polecam takie doświadczenie wszystkim początkującym w makijażu. Chociaż myślę, że trzeba zdawać sobie sprawę, że dużo zależy od tego, na kogo się trafi. Ja akurat trafiłam dobrze i mimo, że może nie dowiedziałam się niczego odkrywczego, to cieszę się, że skorzystałam z tej okazji.

Pozdrawiam i dziękuję Paniom, które się mną zajmowały :)

niedziela, 2 marca 2014

Esy-floresy i inne wywijasy z MoYou London

Jasna, czysta baza (Orcala, nr 61 - kojarzycie te lakiery? Ten ma całkiem dobre krycie, jak na tak jasny odcień) aż prosi się o położenie jakiegoś rzucika.
Tutaj zielone esy-floresy z użyciem Joko Find, Your Colour, Deep Blue (który z niebieskim nie ma za wiele wspólnego) oraz stempla i płytki MoYou London Mother Nature 01 (obecnie nie widzę jej w sklepie online). Użyłam wzoru z lewego górnego rogu.


A tak wygląda baza solo w świetle dziennym. Przypomina mi lakiery typu Orly, Pure Porcelain, Precision, Pinky Swear czy Essie, Fiji. Nie jest jednak zamiennikiem żadnego z nich.


MoYou London

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...